Chrześcijaństwo w wyznaniu rzymskokatolickim było moim świadomym wyborem. Po przeczytaniu Pisma, studiowaniu filozofii i przestudiowaniu pism teologicznych. Miałam liczne wątpliwości. Problemem dla mnie była koncepcja Boga nazywanego jednocześnie dobrym i Ojcem. Te wątpliwości w rozmowie wyjaśnił mi wykładowca – teolog prawosławny. Byłam ochrzczona jako dziecko, ale wiara była moim dorosłym, świadomym wyborem.
Jestem jednocześnie w Kościele i poza nim. Bo jest we mnie niezgoda na wiele rzeczy. Jest niezgoda na zło, na upodlenie, na odtrącenie. Zawsze staję w obronie bezbronnych. Tak nakazuje mój wewnętrzny kompas moralny. Tym bardziej, że wiem jak to jest być słabszym i bezbronnym.
Znów obudził się gniew. Po wyroku TK w sprawie aborcji. Do tego dołączyła się perfidia rządzących wycierających sobie gęby wiarą. Chamstwo kapłanów cieszących się z tego. Radość „obrońców życia”. I widzę drugą stronę. Kobiety, które boją się zachodzić teraz w ciążę w obawie przed głęboką traumą. Bojące się o swoje życie i zdrowie, zarówno fizyczne, jak i psychiczne.
Jak można nazywać siebie obrońcą życia albo chrześcijaninem i skazywać innych na cierpienie? Tego nie potrafię zrozumieć.
Jest mi zwyczajnie, po ludzku, wstyd za moich współwyznawców. Wszystkie kobiety pragnę tutaj za nich przeprosić. Chrześcijaństwo nie idzie w parze z nienawiścią. Pamiętajcie, proszę, że są i wierzący po Waszej… Naszej stronie.
A dla całej reszty: ***** ***!
