Wilkołak

Nie było mnie tu jakiś czas. Znowu to piszę… Potrzebowałam nieco się odsunąć, pewne sprawy przemyśleć. W tym, jak ma ten blog wyglądać. On nie powstał po to, by się buntować. On powstał, by pewne rzeczy pokazywać, nazywać. Może komuś pomóc.

Więc jeszcze raz. Kim jestem? Mam na imię Wanda, zawodowo zajmuję się szkoleniem psów. Jestem instruktorem tańca i artystą. Cierpię na CPTSD. Staram się pomagać innym chorym.  Chcę tu pisać o życiu z chorobą psychiczną, o tym, jak zmienia ona obraz świata, jak zmienia miejsce człowieka w społeczeństwie, w społeczności wiernych, w Kościele. Będę pisać o terapii. Na czym ona naprawdę polega i czy jest tak straszna. Czy psychiatry należy się bać, czy raczej traktować jak każdego innego lekarza. Ale też o psach i tym, jak cudownym darem są w naszym życiu (pst… koty też). Będę pisać o sztuce i wyrażaniu emocji.

Więc na dobry początek. Czym jest CPTSD? Najlepszym tłumaczeniem na polski jest chyba zespół stresu pourazowego po traumie przedłużonej. Choruję od dziecka i przez większość mojego życia mój stan się powoli pogarszał. Od dwóch lat jestem w terapii i buduję siebie i mój świat na nowo. Tak, trauma zaczęła się w dzieciństwie. Wychodząc za mąż myślałam, że już tylko będzie dobrze. Niestety mój, były już, mąż okazał się być narcyzem. Kilkanaście lat przeżyłam z człowiekiem stosującym wobec mnie przemoc psychiczną. Pod koniec sięgał i po fizyczną. Przetrwałam. CPTSD jest chorobą tych, którzy przetrwali. Udało się nam uciec z piekła, ale jednocześnie ono wciąż jest w naszych głowach. Nie pozwala spokojnie spać, zatruwa każdą radosną myśl, oddziela od społeczeństwa, zabija emocje.

Wiem, że w Kościele problem osób chorych psychicznie jest spychany na dalszy plan. Nie chce się nas widzieć. Nikt z nas nie prosił o tę chorobę. Często proponuje się egzorcyzmy zamiast terapii. Nie tędy droga. Może w końcu czas poszukać właściwej?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *